W skrocie chcialam powiedziec, ze byl FUN, FOLK, no czad po prostu! Ja uwielbiam takie klimaty! Bawilam sie przednio, chociaz sie nieco zestresowalam tym jak Julek zniesie tyyyyle wrazen.
Ale od poczatku. Najpierw nas wiezli na pustynie, za miasto. Oczywiscie, najpierw najpierw sie spoznili, jak Sis sie pyta dlaczego, pakistanczyk najbardziej lakonicznie jak mozna mowi: sori...;) W kontekscie poznawania innych kultur i ich podejscia do zycia, odpowiedz ta - bezcenna;)
pierwszy punkt safari - jazda po wydmach 4x4. to byl czad!! wydmy wieksze od tych polskich nad morzem. A gosc po prostu po nich jedzie, w gore w dol, slizga sie po piachu, samochod nierzadko pochylony 45 stopni. Juliana zamurowalo, mnie zemdlilo. Ale przezylismy.
Potem zazyczylam sobie jazdy na najbardziej pamietliwym zwierzu swiata, na wielbladzie a jakze. ponoc wielblad potrafi pamietac przez 20 lat, ze ktos bo kopnal, pobil. potrafi sie zemscic. Wiec z pewna rezerwa podeszlam do tego zadania;)
Dzulsikowi tak sie spodobalo, ze jak tancerka tanczyla to stanal sobie przy stole i tez zaczal wyginac smialo cialo:) Ale chba najbardziej podobala mu sie mega piaskownica, w ktorej posadzila go mama.