środa, 3 marca 2010

Night desert safari

Ostatni wieczor w ZEA spedzilysmy z Sis na Desert Safari. Julian rowniez z nami pojechal;) Znow wzbudzil fale cieplych uczuc, byly ochy i achy oraz dwie nowe ciotki - tym razem z Bulgarii;)
W skrocie chcialam powiedziec, ze byl FUN, FOLK, no czad po prostu! Ja uwielbiam takie klimaty! Bawilam sie przednio, chociaz sie nieco zestresowalam tym jak Julek zniesie tyyyyle wrazen.
Ale od poczatku. Najpierw nas wiezli na pustynie, za miasto. Oczywiscie, najpierw najpierw sie spoznili, jak Sis sie pyta dlaczego, pakistanczyk najbardziej lakonicznie jak mozna mowi: sori...;) W kontekscie poznawania innych kultur i ich podejscia do zycia, odpowiedz ta - bezcenna;)
pierwszy punkt safari - jazda po wydmach 4x4. to byl czad!! wydmy wieksze od tych polskich nad morzem. A gosc po prostu po nich jedzie, w gore w dol, slizga sie po piachu, samochod nierzadko pochylony 45 stopni. Juliana zamurowalo, mnie zemdlilo. Ale przezylismy.
Potem zazyczylam sobie jazdy na najbardziej pamietliwym zwierzu swiata, na wielbladzie a jakze. ponoc wielblad potrafi pamietac przez 20 lat, ze ktos bo kopnal, pobil. potrafi sie zemscic. Wiec z pewna rezerwa podeszlam do tego zadania;) Potem, to mi sie szczegolnie podoba, moze dlatego, ze zawsze chcialam miec tatuaz?, dalam sobie wykonac tradycyjny arabski tatuaz henna. U mnie jest akurat na rece, ale ta dziewczyna, ktora je robila miala je na stopach, rekach, na wszystkim, co wystawalo spod abai. Byla niesamowita, dar w rekach. Namalowanie tego co mam na rec zajelo jej moze z 10 sekund? Powiem tylko, ze jest sliczny, perelka, mniam:) No a otem na zakonczenie byl belly dancing. Tradycyjnie (:D) wykonala go rosjanka.
Dzulsikowi tak sie spodobalo, ze jak tancerka tanczyla to stanal sobie przy stole i tez zaczal wyginac smialo cialo:) Ale chba najbardziej podobala mu sie mega piaskownica, w ktorej posadzila go mama. Asia, jeszcze raz Ci barzo bardzo dziekuje! To byla naprawde super atrakcja! Zwlaszca wielblad:D:D :*

poniedziałek, 1 marca 2010

Jutro wracamy

Szkoda, szkoda, wielka szkoda:( Sis zobacze dopiero w czerwcu...
Poza tym przyzwyczailam sie do tego fajnego ciepelka, a w Polsce ponoc powrot zimy, bleee;(

Ale, ale popelnie jeszcze na pewno dwa posty. Powiem tylko, ze dzisiaj na koniec wycieczki zrobilysmy cos niesamowitego!
Uprasza sie o trzymanie kciukow coby podroz poworotna odbyla sie bez schiz i awantur (ze strony Juliana ofkors);)
Wylot jutro o 8 rano, ladowanie w Warszawie ok. 16.

niedziela, 28 lutego 2010

Julian wzbudza bardzo cieple uczucia - gdziekolwiek sie pojawi;)

Wlasciwie to ciagle ktos sie za nami oglada, wiele osob staje, zeby sobie po prostu popatrzyc na Dzulsika. Ogolnie moj syn wzbudza sensacje:) Mile to calkiem.
Ciezko sie zreszta dziwic. Bialych ludzi jest tu niewiele. A juz biale dziecko, malutkie, biale dziecko - to atrakcja.
Dzisiaj jednakowoz zachwyt Dzulsikiem osiagnal apogeum. Mialysmy z Sis darmowa babysitterke w knajpie. Kelnerki porwaly nam dziecko i zaczely je zabawiac zamiast pracowac:)

Noga w Zatoce Perskiej

Tak, tak;) Opalania nie bylo, bo chociaz ja uwielbiam, to primo z dzieckiem sobie srednio wyobrazam plazowanie, secundo bylo za goraco. Ale noge zamoczylismy!
Naprawde bylo bardzo goraco! Bluza na Dzulsiku to ochrona przed sloncem.

sobota, 27 lutego 2010

Wielblady i deszcz na pustyni

Szczerze mowiac smialam sie jak wczoraj sis powiedziala: jutro bedzie padac deszcz. Z tego powodu zmienily sie tez nasze plany. No coz, ja dalej nie dowierzalam.
Ale TERAZ pada deszcz! Naprawde, najprawdziwszy deszcz na pustyni. W zasadzie to nawet jest burza, bo sa blyskawice i takie delikatne grzmoty.
Fajnie - kolejne dziwne zjawisko - deszcz na pustyni;)

Musze tez napisac o czyms co mi sie strasznie podobalo. Otoz dzisiaj wracalysmy z Dubai Outlet Mall, ktory jest sporo za miastem. Jedziemy sobie autostrada a za ogrodzeniem pasa sie wielblady! Tak, tak u nas sa krowki a tu sa wielblady:) Sliczne byly.

Z innych ciekawostek - Julian odmowil spozywania kaszy. Nie bardzo wchodza mu tez tutejsze sloiczki, moze dlatego, ze kazde danie jest z serem. Sloiczkow z miesem nie ma;) Ale radzimy sobie jakos, tzn maly nie gloduje.

piątek, 26 lutego 2010

I kolejna ciekawostka!

Jutro ponoc ma padac!!! Hahaha deszcz na pustyni!
Swietnie, tez sobie obejrze to zjawisko;)

Dubai Ski

To bylo cos niesmowitego! Wogole codziennie spotykam tu cos co jest NAJ dziwniejsze, najwieksze, etc. To co zobaczylam dzisiaj - no nie da sie tego porownac do niczego. Wrazenie niesamowite!
Wygladalo to sobie mniej wiecej tak: ide sobie po centrum handlowym, dochodze do konca alejki, a tam zamiast sciany - szyba. A za szyba stok! Wszyscy w wypozyczonych ubraniach bo przeciez po co kupowac stroj narciarski jak sie idzie na stok kilka razy w roku na maks godzine? Najsmieszniejsze jest to, ze niektorzy pod kurtkami puchowymi nosili tradycyjne stroje arabskie, czyli abaje i disz dasze a na glowach ofkors welony. I w tym jezdzili na nartach, yea! Pelen folklor!

A i dla tych wszytskich, ktorzy narzekaja na ceny w Alpach: nie narzekajcie. Godzina szusowania w Dubaju kosztuje 180 dirhamow, czyli jakies 160 pln;)

Palm Jumeira

Palma:)
Kolejna atrakcja Dubaju. Tak, tak bylysmy dzisiaj na plamie. Ale jak mozna sie bylo spodziewac palma na plamie nie wyglada na palme:D Wyglada na calkiem normalny lad. No moze nie do konca na normalny bo jest tam slicznie, zielono, kwiaty, wszystko sensownie rozplanowane.
Widzialysmy tez Hotel Atlantis. To jest takie miejsce, do ktorego rzeczywiscie przyjezdzaja tlumy, zeby sobie tenze hotel pozwiedzac. Jest ogromny! Z wierzchu wyglada tak:
A w srodku jest niesamowicie wielkie akwarium (nie to ktore peklo. Peklo to, ktore widzialysmy w poniedzialek. Heheh byly w nim tez rekiny i w sumie ciesze sie, ze nie bylo nas tam kiedy stala sie powodz;), aqupark, delfinarium i mnostwo innych atrakcji.

czwartek, 25 lutego 2010

Niektorzy musza to zobaczyc!

Dla niezorientowanych: moja siostra zrobila prawo jazdy! po dobrych, naprawde dobrych kilku latach i kilku podejsciach.
Dla tych, ktorzy nie wierza, ze Asia jezdzi, ponizej dowody:):) Sis dobrze jezdzi! Naprawde!:)

Nie moglam sie powstrzymac!

Nadia (Nadia S. - musze uscislic bo znam dwie Nadie;) jesli bywasz tu czasem, to specjalnie dla Ciebie zrobilam to zdjecie:):):) Ty tez kiedys zrobilas podobne zdjecie, ale zdaje sie w Pradze:)
Zdjecie robione z samochodu, bo szofer nie chcial/ nie mogl/ bal sie sie zatrzymac:D

BTW microsoft, ibm i jeszcze kilka innych gigantow IT ma swoje siedziby w Dubaju w miejscu zwanym Internet City. Okazuje sie, ze jest to cos w rodzaju specjalnej strefy ekonomicznej. W ten sposob szejk zacheca zachodnie koncerny do inwestowania. Patrzac na to miasto i znajac tutejsze realia to calkiem niezle mu to wyszlo (a realia sa takie, ze np: nie ma czegos takiego jak emerytura. Tutaj przyjezdza sie do pracy. A jak sie czlowiek dorobi/ lub nie bo zanim sie dorobi to sie zestarzeje, to wraca do swojej ojczyzny. Nie ma tez czegos takiego jak urlop macierzynski. Nikt nikomu tu nie placi za urodzenie dziecka. Po 6 tyg od porodu kobieta powinna wrocic do pracy. Jesli nie wraca to ja zwalniaja. Tak sobie juz nie jeden raz myslalam, ze w naszym kraju jest calkiem przyzwoicie pod wieloma wzgledami. Ja w kazdym razie nie narzekam:)

Julsik troche nam zachorzal

Ale tylko troszeczke. Przez dwie noce mial temp 38C. Poza tym nic: zadnych innych objawow. Dzisiaj Asia pomogla matce zdecydowac: idziemy do lekarza. Ja chcialam jeszcze poczekac bo podejrzewalam zwykle przeziebienie. Zreszta nie ma sie czemu dziwic: nawet mnie wykonczyly zmiany temperatur (tez mam katar). Zycie tu toczy sie w klimatyzacji only, ale czasem trzeba np wyjsc na dwor. Roznica temperatur znaczna. A organizm nie przyzwyczajony do AC oslabia sie i jest duzo bardziej podatny na infekekcje.
Takze Asia znalazla szpital (tu nie ma oodzielnej instytucji przychodni. Przychodnie sa w szpitalach). Ale okazalo sie, ze ten szpital, w ktorym lecza sie lokale (arabowie) nie honoruje ubezpieczenia, jakie Sis musiala wykupic, zebysmy mogli dostac wizy. Wskazali nam zatem inny szpital. Hinduski... Tu jest bardzo duzo hindusow, takze maja swoje szpitale. Musze wyjasnic, ze panuje tutaj cos w rodzaju systemu kastowego. Na samym wierzcholku sa arabowie. Hindusi, Filipinczycy, Etiopczycy to te najnizsze kasty. Expaci gdzies pomiedzy.
Takze wyobrazcie sobie ten "folklor" w hinduskim szpitalu...;) Czysto tam nie bylo, o nie. Sis zakazala Julsikowi dotykania czegokolwiek;) Sciany nie wiem czemu pomalowane na rozowo, z sufitu zdjete te zaslepki, wiec ca ly system klimatyzacyjny na wierzchu. Folklor pelen:)
Ale lekarz bardzo porzadny. Z bardzo przywoitym angielskim (tak, tak nie wszyscy tu mowia zrozumiale po angielsku). I znal sie na rzeczy. Po dwojce dzieci wiedzialam, co powinien zrobic, zbadac, na co spojrzec. Przyczepic sie nie bylo mozna. Julian na lekka infekcje wirusowa, na szczescie uszy nie sa zainfekowane. I trzymajcie za to kciuki!!! zeby skonczylo sie maks na katarze.
A szpital: fajne doswiadczenie. Zupelnie nie pasowal do tego calego blasku, blichtru, etc. Taka inna twarz ZEA. Turystom na ogol nie znana.

środa, 24 lutego 2010

Sheikh Zayed Mosque; mialysmy niezly ubaw!

Zwiedzamy sobie z Asia Abu Dhabi. Dzisiaj padlo na Sheikh Zayed Mosque. Ten meczet jest niewatpliwie atrakcja turystyczna, chociaz zabytkiem wcale nie jest. Oglada sie go dlatego, ze jest najwiekszym meczetem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i osmym co do wielkosci na swiecie! Nazwe zawdziecza fundatorowi i sponsorowi szejkowi Zayed, ktory byl pierwszym prezydentem ZEA. Otwarto go w 2007r. I rzeczywiscie robi i-m-p-o-n-u-j-a-c-e wrazenie! Poza tym jest po prostu piekny.
Moga go zwiedzac rowniez wyznawcy innych religii, ale kazdy musi byc ubrany w tradycyjny stroj arabski. Czyli kobiety w abaje, mezczyzni w disz dasz (tak sie to chyba nazywa). I no coz, mialaysmy z sis niezly ubaw z tych przebieranek. Naprawde byl fun!!!
Bylo tak:


I tak:

A sam meczet? Nie widzialam jeszcze swiatyni tak blyszczacej (w sensie czystosci), bogato wykonczonej a jednoczesnie w tak dobrym guscie. Z ciekawostek (to wszystko z Wikipedii bo zadnego przewodnika nie bylo, ulotek informacyjnych tez nie) meczet znalazl sie dwa razy w Ksiedze Rekordow Guinessa. Pierwszy raz za sparwa najwiekszego na swiecie dywanu (5627m2, waga 47 ton!). A drugi dzieki najwiekszemu na swiecie zyrandolowi (srednica 10metrow, wysokosc 15 m).
Do Ksiegi Rekorod Guinessa powinien tez trafic koszt budowy meczetu - 2 biliony dirhamow, czyli jedyne 1,7 biliona pln....

wtorek, 23 lutego 2010

W ramach ciekawostek

W niedziele bylysmy z Asia w mallu. Dla nie wtajemniczonych wyjasniam: bylysmy w centrum handlowym. Poznajecie?
Okazuje sie, ze Inglot jest tutaj bardzo, bardzo elytarna marka! Nawet weszlam do sklepu i jak zobaczylam, ze lakier, ktory w Polsce kosztuje ok 20 PLN, tutaj kosztuje 35 dirhamow. Czyli jakies 32 pln;)
Zreszta nie ma co sie dziwic inglot jest niezly.
Jakos tak milo i sympatycznie sie poczulam:)

Mafku specjalnie dla Ciebie!

Od wczoraj jestesmy w Abu Dhabi. Ale wcale nie o tym chcialam. Otoz dzisiaj poszlysmy z Asia i Juliankiem na spacer po bardzo ladnym deptaku - Cornish Rd. I oto w tym kraju, gdzie w zimie jest 30C (a latem ok. 50C) znalazlam, co? To:

Na zdjeciu oczywiscie moja sliczna siostra z Julianem;)

poniedziałek, 22 lutego 2010

Dzulian i papparazzi

Dzisiaj sporo sie nachodzilysmy z Asia i Juliankiem. Sis postanowila pokazac mi stary Dubaj. No i coz: bylam w siodmym niebie;) Bo, i to zdanie dedykuje Mafejowi (dokladnie wie dlaczego!), zobaczylam cos co bardzo bardzo przypominalo obrazki z Bangkoku i Kuala Lumpur. Mianowicie poszlysmy na Gold Suk (czyli na targ ze zlotem). Generalnie brylanty i zloto bylo wszedzie. Ja zas okazalam sie strasznie dziwna klientka. Hindus, sprzedawca nie byl w stanie mnie zrozumiec. Bo jak mozna CHCIEC kupic kolczyki ze zlota bez jakiegokolwiek kamienia??? Potem pewnie myslal, ze skoro chce bez kamienia, to pewnie za drogie i probowal mi wcisnac zloto z cyrkoniami:D Anyway kolczykow nie kupilam.
Kupilam za to cos innego. Cos, czego zakup na wycieczce do Azji staje sie powoli moja nowa swiecka tradycja. Zaopatrzylam sie w torbe. Loui Vitton ofkors! No i zeby nie bylo jest to copy bag ofkors, czyli podroba:) Ale piekna jest. Zreszta sami zobaczycie w realu.
Ale chcialam napisac o tym, jaka to furore zrobil moj syn. Otoz zeby nie bylo ze sie komercyjnie prowadzamy po marketrach, wstapilysmy z Sis do Dubai Museum, zreszta bardzo ciekawa sprawa. Spotkalysmy tam grupe chinskich turystow. No i jak zobaczyli biale dziecko, do tego ladne, biale dziecko, do tego ladne biale dziecko z paszcza w zupce, to zapragneli zdjec z Julianem!

Matka na zdjeciu mine ma troche dziwna. Zreszta nic dziwnego, zobaczcie sami jaki niezly tlumek papparazzich;)




niedziela, 21 lutego 2010

A to na deser

Widzialam dzis cos niesmowitego! Naprawde mozna sie wzruszyc! Tymbardziej, ze Andrea Bocceli zaspiewal!
Zobaczcie sami! http://www.youtube.com/watch?v=w6-jgoqC4FQ

Najwyzszy budynek swiata




Nazywa sie Burj Khalifa. Ale, ale zanim go otwarto miesiac temu nazywal sie Burj Dubai. Budowal go szejk Dubaju. Niestety zanim skonczyli budowac zdarzyl sie kryzys, banka Dubaju pekala, szejk zbankrutowal (tak, tak;) i musial go wesprzec szejk Abu Dhabi. I wlasnie na jego czesc nazwe budynku zmieniono.
Burj Khalifa ma 828 metrow, jest niesmowity! Robi duzo wieksze wrazenie niz Petronas Towers w Kuala Lumpur. I niestety nie miesci sie na jednym zdjeciu;)




O tym jak lecielizmy z Amsterdamu do Dubaju

Ha odpoczelam nieco, wyleczylam jet leg'a i wracam, coby szybciorem opisac jak wygladal drugi etap podrozy. Bo pewnie wszyscy sa ciekawi czy Julcio byl rownie slodkim anioleczkiem jak w czasie pierwszego lotu. Hmm no nie byl:D
Pomimo, ze dostalismy baby bassinet moj syn postanowil z niego nie skorzystac! Humor mial taki:


Jesli nie siedzial w bassinecie, podrywal stewardessy, a jakze! A takze innych, pasazerow, rowniez plci meskiej, a jakze!
Ostatecznie, mamusia prawie nie zjadla, bo syn rzucal sie na samolotowe jedzenie;) Nie bylam tez w toalecie...;)
Najwazniejsze jednakowoz, ze nie bylo zadnej awarii i awantury.

Po tych wszytskich przebojach z wiza, przynajmniej na lotnisku nie bylo zadnych problemow. Z ciekawostek zaliczylam skan siatkowki;)

piątek, 19 lutego 2010

Jestemy w Amsterdamie, ufffffff

Tak, tak, cykor byl;) Maf swiadkiem!
Ale moj kochany Dzulsik okazal sie aniolem w podrozy. Zjadl, poderwal dwie stewardessy (!!!) troche sie przespal i wyladowalismy.

Teraz korzystajac z chwili placzemy sie po lotnisku to tu to tam, majac nadzieje na pierwsza drzemke;)

czwartek, 18 lutego 2010

Należałoby dodać, że

jedziemy do cioci Asi, do kraju gdzie mężczyźni chodzą w sukienkach;)
Do Dubaju.
Z wrażenia ten szczególik mi umknął;)

Hmmm no to jutro lecimy;)

Tak, tak, po tygodniu bojów o wizę w końcu lecimy (w tym miejscu szczególne podziękownia naleza się wujom Jackowi i Mohamendowi - jeśli czytają, to dobrze wiedzą dlaczego!) .
Mama i synek. Ja i Dżuls.
Mama ma niezłego pietra!
Ciekawa jestem jak Julianek wytrzyma 14 godzin w podróży:/
Hmm i jak mama wytrzyma 14 godzin ewentulanch humorów synka spowodowanych nie-wytrzymywaniem 14 godzin w podróży...;)